muzyka polesia

Kałużna, Maria



 
Agnieszka Szokaluk-Gorczyca
Swiataja Maryja z Orchówka. Maria Kałużna – portret śpiewaczki
 
      Maria Kałużna, z domu Kratiuk urodziła się w 1894 w Orchówku koło Włodawy jako najstarsza z pięciorga rodzeństwa.
Wywodziła się z rodziny zamieszkałej w Orchówku „od zawsze”. Nazwisko Kratiuk w formie Kraciuk czterokrotnie pojawia się wdokumencie lustracji dóbr książęcych Adama Jerzego Czartoryskiego z 1772 roku (Karp Kraciuk, Hryć Kraciuk, Ostap Kraciuk, Ihnat Kraciuk). 10 osób o tym nazwisku – w formie Kratiuk – odnotowano w spisie mieszkańców z 1799 roku. Trudno rozstrzygać jednoznacznie pochodzenie rodziny, ale patrząc na imiona (wyżej wymienione oraz Michaił, Katarina, Pałagija), można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć jej unickie i rusińskie korzenie.
Wyszła z mąż za Piotra Kałużnego. Małżonkowie przez pierwsze lata żyli ubogo, do tego Piotr chorował, ale powoli dorabiali się majątku, zbudowali dom, kupili konia a dzieci – najpierw syn, a po wojnie córka – mogły kontynuować naukę po ukończeniu miejscowej szkoły. Ciosem była wojna, a zwłaszcza 1944 rok, gdy w wyniku niemieckiej akcji odwetowej zostało spalonych wiele zabudowań we wsi, między innymi dom Kałużnych. W tym samym roku mąż zachorował i zmarł. Maria Kałużna została wdową w wieku 50 lat. Właściwie od tego czasu gospodarowała sama, pracowała ciężko, jak sama mówiła, by zapewnić dzieciom lepszy los i możliwość nauki. Jej syn opuścił dom po ukończeniu miejscowej szkoły jeszcze przed wojną, a córka w 1947 roku wyszła za mąż i wyjechała. Domu, w którym mieszkała przez lata powojenne już nie ma. Dom ten, we wspomnieniach sąsiadów jawi się jako jednoizbowa chałupa, słabo ocieplona, z cienkich desek, z dużym warsztatem tkackim na środku.
Maria Kałużna w Orchówku mieszkała całe życie. Zmarła 19.03.1966. Została zapamiętana we wsi jako osoba bardzo pobożna, zawsze z różańcem. Nazywano ją Swiataja Maryja (Maryna), Święta Maryja. Zachowane na nagraniach w archiwum UMCS wypowiedzi poświadczają, że była osobą wielkiego serca i dobroci, zdolną do przebaczenia doznanych krzywd. Tak Maria Kałużna opowiada Józefowi Kani o wypadku w 1956 roku – para podkutych koni zaprzężonych do fury najechała na nią przy kościele w Orchówku. Winowajcą był pijany woźnica, zaprawiony po weselu:
Dorożkarz mnie przejechał całkiem przez głowy i przez piersi. W kręgosłupie pęknięta kość. Tak ja już była bez nadziei. Wszystki mówili, że to już nic z tego nie beńdzie. Ni poszła do szpitala, ni nic. I przychudziła milicja, i z gminy, chcieli rzandowy sprawy robić. Ja mówie, że nie róbcie sprawy, ja wszystko przebaczam, jak bende żyła to bende, a jak umre, to umre. Co, małych dzieci nie ma, to co bende. No i jakoś się jeszcze, jak to mówio: Była śmierć a ni było czasu, to śmierć uciekła.
         Żyła sama, skromnie (sąsiedzi wspominają, że ogrzewała się u nich w zimie, często nocowała, siedząc przy piecu). Pracowała w polu, tkała, pomagała sąsiadom w opiece nad dziećmi. Sąsiedzi pamiętają, że „przyjeżdżali, nagrywali śpiew, te zapiewajki”, ale poza tą sytuacją już nikt z napotkanych do tej pory osób nie pamięta jej śpiewu. Jedna z ówczesnych dziewczynek z sąsiedztwa, dziś starsza pani, wspomina ją bardzo serdecznie. Ze względu na piękno tych opowieści przytaczam wszystkie.
„Pojawiała się, zawsze, gdy była potrzebna, jakby wiedziała”.
Dzieci nie miały wakacji, dorośli szli do żniw, a dzieci miały obowiązki, moim obowiązkiem było nasypać kartofle do parnika, uparować, przygotować coś do jedzenia dla rodziców. I wtedy babcia Kałużna zawsze się zjawiała w odpowiednim momencie: wychodziła, pomagała ubijać ziemniaki, nasypywać, zbierać pokrzywy, była zawsze wtedy, kiedy ją potrzebowałam”.
„Bolał mnie ząb, na łóżkach wystawionych kładło się pierzyny i poduszki, nie wiedziałam co miałam ze sobą zrobić, uklękłam i włożyłam głowę w te pierzyny i w pewnym momencie ktoś mnie wyciągnął i to była babcia właśnie, wyciągnęła mnie, pochuchała, podmuchała i ząb mnie przestał boleć.”
Jedna z opowieści pokazuje znajomość medycyny ludowej: umiała odpowiednio opatrzyć i zabezpieczyć ranę po głębokim oparzeniu, tak, że nie zostawał ślad.
Babcia była wyjątkowa. Była bardzo skromna, ale bardzo życzliwa. Pamiętam jak czasem przychodziliśmy do babci gromadką, bo tam dzieci sporo było, zawsze miała w koszyku jabłka w sionkach i zawsze nas jabłkami częstowała . Nigdy nie krzyczała na nas, zawsze była taka, no, tłumaczyła, mówiła, ale krzyczeć nigdy nie krzyczała. Teraz jak zamknę oczy to widzę ją w chusteczce na głowie, bardzo skromną, ale bardzo życzliwą.
 
    Orchówek, który w 1506 roku otrzymał prawa miejskie (stracił je ostatecznie w 1869 roku), był miasteczkiem na ważnym szlaku handlowym. Był typowym miasteczzkiem nadbużańskiego pogranicza: znajdowały się tu i klasztor katolicki z kościołem, i cerkiew prawosławna - po unii brzeskiej z 1596– unicka (wzmiankowana w dokumentach od 1510 roku). Ludność rusińska dominowała wśród mieszkańców, co potwierdzają wspomniane spisy i inwentarze ludności, a zwłaszcza brzmienie imion i nazwisk. Spis powszechny z 1921 roku pokazuje, że na 661 mieszkańców wsi, 391 było wyznania prawosławnego a 243 rzymskokatolickiego, z czego większość zaliczyć można zapewne do tzw. „kałakutów” – dawnych unitów (grekokatolików), którzy nie akceptując narzuconej przez władze carskie przynależności do cerkwi prawosławnej w latach 1905-1907, po ukazie tolerancyjnym cara Mikołaja, przeszli na wiarę rzymskokatolicką. W Orchówku taką decyzję podjęło 200 osób. Nawet biorąc pod uwagę niedokładności spisu oraz przemiany demograficzne, widzimy wieś głęboko osadzoną w tradycji wschodniej.
Znajduje to także odbicie w repertuarze pieśni Marii Kałużnej. Śpiewała zarówno po polsku, jak i wmiejscowej gwarze o cechach języka ukraińskiego. Zdarzają się także pieśni wykonywane w obu tych językach (przyśpiewki, toasty), gdy przejście od języka polskiego do gwary jest płynne.Jak mówiła śpiewaczka, „wszystki [we wsi] mówili po chachłacku (…), jeszcze przed rusiejsko wojno” (pierwszą wojną światową). „Ja troche tak, troche wychodzi po polsku, trocha pu chachłacku. No tak śpiewa się [u nas we wsi]”.
 
Nagrania jej śpiewu zarejestrował w październiku i listopadzie 1962 roku Józef Kania z Katedry Języka Polskiego UMCS. Nagrania zostały wykonane w domy śpiewaczki oraz na uczelni. Sam fakt zaproszenia śpiewaczki na sesję w Lublinie pokazuje, że dostrzeżono wyjątkowość jej śpiewu i repertuaru. W Pracowni „Archiwum Etnolingwistyczne” UMCS jest przechowywany zeszyt z pieśniami Marii Kałużnej, spisany przez nią specjalnie dla naukowców z Lublina, obejmujący przede wszystkim tytuły pieśni, z podziałem na gatunki, wedle uznania śpiewaczki. I tak zawiera on, po polsku: „piosenki weselne” – 37 tytułów – są to głównie przyśpiewki dedykowane różnym momentom wesela (przyjazd do domu panny młodej, przyjazd do domu pana młodego, uczta i śpiewy przy stole), sytuacyjne (np. sytuacja materialna młodych, czy ich los po ślubie), zaczepne, adresowane do młodych i konkretnych osób, ale także pieśni na wieczór panieński, oczepinowe. Kolejną kategorią, także po polsku, są „piosenki” – tu mieszczą się pieśni liryczne, miłosne, ballady, przyśpiewki miłosne i stanowe, a nawet pieśni rekruckie i ułańskie. Następnie ujęte zostały pieśni dożynkowe: 8 z nich jest w języku polskim (przy czym jest w tej liczbie także pieśń pasterska, która widocznie była śpiewana przy tej okazji), a kolejne 8 w gwarze „chachłackiej”. Kolejne są 4 „piosenki ukraińskie” i 23 „piosenki polsko-ukraińskie” – większość tytułów w tej kategorii wskazuje na bardziej ukraińskie pochodzenie, kilka na polskie, ale w odczuciu śpiewaczki tekst musiał być mieszany. 51 tytułów to „pieśni przy dzieleniu korowaja”, w znakomitej większości w gwarze języka ukraińskiego.
Nie wszystkie pieśni wymienione w zeszycie zachowały się w nagraniach, niemniej jednak zachowany zbiór jest to bardzo szeroki reprezentacyjny. Oprócz wymienionych wyżej gatunków są tam kołysanki, pieśni pasterskie i chrzcinne. Poza pieśniami Maria Kałużna znała – i przekazała – także przypowiastki, bajki i zagadki.
Maria Kałużna, mimo że nigdy nie występowała scenicznie, była śpiewaczką wybitną. Jej śpiew: spokojny, zrównoważony, bogaty dźwiękowo, zdecydowanie w stroju nietemperowanym, dzięki dużemu zbiorowi zapisanych melodii pozwala na zanurzenie się w świecie poleskich pieśni.
A zamiast zakończenia – kolejne wspomnienie:
„Ja zazwyczaj chodziłam do kościoła na szóstą rano, a tu były takie kocie łby i taka ścieżeczka tylko przy ulicy, no i babcia zawsze była o tej porze w kościele, ponieważ wracałyśmy razem, wracałam do domu, jadłam śniadanie i szłam do szkoły, na piechotę chodziło się do Włodawy, nie było żadnych autobusów, kiedyś, i to było jakoś przed jej śmiercią, pamiętam taki wschód słońca piękny, babcia uklękła na tej ścieżce, nie wiedziałam co się dzieje, tylko mi powiedziała, że niedługo umrze i patrzyła w słońce i ja wtedy też zobaczyłam, tak jakby z promieni słońca ułożył się krzyż, i tak sobie pomyślałam: szkoda by było, gdyby babcia umarła.”

Literatura:
Jan Józef Kraciuk, Orchowskie korzenie, Canberra, Orchówek 1998.
Włodzimierz J. Stukus, Izabela M. Jabłońska, Tomasz Korneluk, Miasteczko małe jak… Orchówek, Orchówek 2018.
 
Wydawnictwa płytowe:
Nagrania Marii Kałużnej oraz pieśni z jej repertuaru znalazły się na płycie Łuhom, łuhom, ponad Buhom. Muzyka tradycyjna Polesia Lubelskiego i jej wykonawcy [CD dołączone do książki Krzysztofa Gorczycy pod tym samym tytułem] Lublin 2018


Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

PL | BY | UA

Share on Google+

Музыка Палесся / МУЗИКА ПОЛІССЯ// енциклопедія традиційної музики // Энцыклапедыя традыцыйнай музыкі //encyklopedia muzyki tradycyjnej.